Autor: Jenny Blackhurst

Dziś kilka słów o książce „Córka mordercy” autorstwa Jenny Blackhurst.

Etykiety…

Naznaczają. Upośledzają życie społeczne. Definiują całe jestestwo.

Jak żyć z mianem córki mordercy dziecka? Jak funkcjonować w świecie oceniających ludzi? Jak nie patrzeć na siebie przez pryzmat zbrodni własnego ojca?

Kathryn miała pięć lat, gdy jej tata zabił jej najbliższą przyjaciółkę, Elsie. Po dwudziestu pięciu latach nadal definiuje siebie przez pryzmat zbrodni z przeszłości… nieudane życie, kryzysy, uzależnienia, życiowe upadki… bo przecież tak strasznie została doświadczona przez los, bo jak można normalnie funkcjonować z takim brzemieniem.

Wyprowadzka, zmiana nazwiska, brak bliskich przyjaciół (bo przyjaźń wymaga szczerości, a na to nie chce i nie może się zdobyć)… to nie pomaga, by zostawić przeszłość za sobą… by zacząć układać sobie życie.

Życie Kathryn ponownie się zatrzymuje, gdy w 25 rocznicę zbrodni znika dziewczynka… z tego samego domu co Elsie… w tym samym wieku co Elsie, bardzo podobna do Elsie.

To impuls do powrotu w przeszłość, do odnalezienia odpowiedzi za wszelką cenę.

Tylko co się stanie, gdy wreszcie odkryje prawdę?

Na kogo będzie mogła liczyć, wracając w rodzinne strony?

Komu zależy, by nie szukała odpowiedzi?

Kogo lokalna społeczność broni?

Ta książka ma w sobie pewien mrok, który pociąga, ciekawie zarysowaną główną bohaterkę, która wzbudza rozmaite emocje, interesująco zarysowaną zamkniętą społeczność, dla której lojalność to świętość … jednak zakończenie mnie nie zaskoczyło, a to nie jest pożądane w czasie lektury thrillera. Myślę, że warto przeczytać książkę „Córka mordercy” i samemu ocenić.

Czytaliście? Macie w planach?

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.