Autor: Michał Paweł Urbaniak

“Doll story” to najnowsza powieść Michała Pawła Urbaniaka, która właśnie dziś ma premierę. To książka, która od pierwszych stron zaskakuje, intryguje, niepokoi i uwiera… bo tematów do refleksji mamy tu wiele… bo przedstawiony świat budzi lęk… bo otrzymujemy mocny obraz relacji międzyludzkich.

Historia skupia się na losach jednej rodziny, jej relacjach, zawiedzionych ambicjach i atmosferze permanentnej walki ze wszystkimi i o wszystko. Matka, ojciec i chorowity syn… aktorzy odgrywający swe życie w smutnym teatrze utartych schematów. Codzienne rytuały potęgujące frustrację i poczucie osamotnienia w walce o kolejny dzień. Dzień, który nie przynosił zmiany, odzierał z kolejnego strzępka nadziei. Ładny dom stopniowo przemieniający się w złotą klatkę dla Wolfganga. „Nienawidził tego domu. (…) Ten sam pokój. Te same meble, kolor ścian, tablice pełne nieustępliwych faktów. Całe jego życie, przeszłe, przyszłe, obecne. Nienawidził go!”

Szare życie zmienia się wraz z przybyciem Maskotki. Płatny towarzysz chorowitego chłopca ma nie tylko być przyszywanym przyjacielem… ma również zasklepić pęknięcia w rodzinie… nadać błysku towarzyskiego rodzinie… uciszyć rodzicielskie sumienie.

Wolfgang „niczego tak bardzo nie pragnął jak Maskotki! Ktoś miał wreszcie do niego należeć, zaprzyjaźnić się z nim, zająć mu czas, wypełnić tę coraz bardziej dokuczliwą lukę!”

Czy można kupić przyjaźń?

Czy tajemniczy chłopiec spełni oczekiwania rodziny?

Co motywuje młodego człowieka do podjęcia takiej pracy?

Nowa osoba w domu przepełnionym pozorami, domownik zobligowany umową do przyjaźni, człowiek ukrywający przeszłość… czy możliwe, by na takim podłożu wyrosła szczera przyjaźń? „Nie mieli o czym rozmawiać, to nie był dialog, lecz dwa przecinające się monologi. A powinni spędzać razem wolny czas, zwierzać się sobie. Wolf był samotny i zakładał, że jego wynajęty przyjaciel też będzie. Mieli stać się dla siebie najważniejsi, jakby się odnaleźli w tych swoich przygnębiających samotnościach.”

Gorzka pigułka rzeczywistości podana na literackiej srebrnej tacy. Obraz przerażającej samotności, niespełnionych ambicji, kolejnych porażek i narastających latami pretensji.

W bezpośredni i bezpardonowy sposób pokazuje relacje międzyludzkie, chore uzależnienie od rutyny, powielanie schematów, wicie rodzinnego gniazdka z bólu, przegranej, porażki.

Gorąco polecam lekturę.

Autorowi gratuluję tak głębokiej i poruszającej publikacji.

Czytajcie!

***

Wywiad z Michałem Pawłem Urbaniakiem

Czy relacje opisane w książce „Doll story” to gorzkie podsumowanie współczesnych relacji międzyludzkich?

Lew Tołstoj otworzył Annę Kareninę zdaniem: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”. Podobnie jest z Rajchertami w Doll story. Traktowanie dziecka jak sojusznika w wojnie między rodzicami, narastające frustracje, niezaspokojone ambicje przelewane na następne pokolenie, samotność w rodzinie – to nie wynalazki XXI wieku, lecz sprawy, niestety, wciąż  boleśnie aktualne.

Świat przedstawiony jest pełen schematów dających poczucie bezpieczeństwa… które według Pana, są najbardziej niebezpieczne?

Nasz świat jest pełen pojęć, które teoretycznie powinny kojarzyć się z tym, co niesie ze sobą pozytywne wartości. Jednak coraz częściej te wartości się podważa – na przykład w literaturze. Nie każdy dom jest bezpiecznym schronieniem. Rodzina nie zawsze daje wsparcie, wręcz przeciwnie. Miłość czy przyjaźń mogą nosić w sobie znamiona toksyczności. To, co społecznie pożądane, może okazać się przekleństwem. Również ten aspekt chciałem ukazać w swojej najnowszej powieści.

Jak postrzega Pan współczesne „klatki społeczne”?

Jako wytyczone z góry drogi, którymi „powinniśmy” (cudzysłów zamierzony) podążać, aby zadowolić społeczeństwo, i osiągnąć określony status życiowy; przykładowo być w związku, który doprowadzi do ślubu, posiadania dziecka, a później dwojga. Te schematy wciąż są bardzo silnie zakorzenione w rzeczywistości, wyrastamy wśród nich. Opieranie się im bywa ciężkie, czasem wręcz niemożliwe.

Jaka jest Pana definicja domu?

Dom to dla mnie miejsce, w którym powinno czuć się bezpiecznie. Tworzą go m.in. przedmioty. Kiedy wyprowadzałem się z domu rodzinnego do pierwszego samodzielnego mieszkania, najpierw wziąłem ze sobą parę książek i zdjęcia – to rzecz jasna niepraktyczne, ale nie umiałbym inaczej oswoić nowej przestrzeni. Ale mniejsza o ściany – mój dom jest tam, gdzie ukochana osoba, z którą od kilkunastu lat dzielę życie na dobre i złe. I tam, gdzie moje koty.

Czym dla Pana są artefakty dzieciństwa?

Jestem z natury sentymentalny, więc do dziś trzymam kilka materialnych artefaktów (na przykład ukochaną maskotkę-emeryta). Najcenniejsze jednak pozostają wspomnienia. Wciąż potrafię odtworzyć w pamięci emocjonalnie najradośniejsze momenty dzieciństwa. Czasem to ratuje, a czasem wprawia w nostalgię.

Kiedy według Pana kończy się dzieciństwo, a zaczyna dorosłość?

To, że kończy się dzieciństwo, nie oznacza, że automatycznie wchodzi się w dorosłość. A pewien etap dzieciństwa może się skończyć, gdy dziecko zderza się z czymś, z czym zderzyć się nie powinno. Niektóre dzieci bywają narażone na przemoc w domu – choćby tylko jako świadkowie (taką sytuację opisuję w Doll story). Takie traumy odkładają się i wybrzmiewają później. To, czego doświadczy Jaś, będzie musiał przepracować Jan, aby osiągnąć utraconą równowagę.

„Płatny towarzysz”, „Maskotka”… Pana zdaniem w tym kierunku zmierzamy?

Mam nadzieję, że nie. Natomiast już po napisaniu Doll story dowiedziałem się, że w Japonii coraz większą popularnością cieszą się lalki zastępujące żony. Byłbym w stanie zrozumieć ludzi, którzy z samotności, poczucia odrzucenia, nieprzystosowania do wymagań społecznych, gotowi byliby wiele dać (choćby pieniędzy!), aby odnaleźć zrozumienie czy bliskość z kimś choćby obcym.

Michale pięknie dziękuję za rozmowę.https://www.youtube.com/watch?v=xawpUi3H8V0