Autor: Hanna Dikta

Jaki kolor kojarzy się Wam z rozpaczą? Taką bezdenną, która zaburza patrzenie na świat, która odbiera umiejętność patrzenia, czucia, funkcjonowania w świecie.

„Trogirskie wakacje” autorstwa Hanny Dikta to opowieść o bólu, który odbiera nadzieję. O miłości matki do córki. I o stracie, która odbiera chęć życia.

Autorka porusza tu również temat pewnego wzorca „dobrej matki”. „Przyjęły od swoich matek i babek wzorzec Matki Polki, idealnej do bólu karmicielki, która nie może sobie pozwolić na najmniejszy nawet błąd. To zabawne, kobiety mogą być kiepskimi pracowniczkami, śmieją się z dowcipów o blondynkach, nie mają pretensji, kiedy mężczyźni żartują sobie ze sposobu, w jaki prowadzą samochodów, ale nigdy, przenigdy nie zaakceptują krytyki ich umiejętności rodzicielskich.”

Olgę poznajemy rok po wielkiej stracie, przemierza niespiesznie urokliwe uliczki Trogiru, rozpamiętując stratę i ostatnią podróż z córką… właśnie do tej malowniczej chorwackiej miejscowości. Jej ból, smutek i wyrzuty sumienia właśnie tu mają mieć swój kres. Czy Oldze uda się odkryć prawdę o ostatnich tygodniach „starego życia”? Czy znajdzie siłę, by dalej żyć? Czy uda się jej wreszcie żyć dla siebie, nie dla córki? Czy mądrość przypadkowo spotkanego Stanisława pomoże jej rozpocząć nowy rozdział?

Ta książka stawia przed każdą matką ważne pytania: Czy możemy uchronić dziecko od całego zła świata? Czy mamy prawo do własnego życia? Czy jesteśmy niezależną jednostką, czy „tylko częścią” swojego dziecka?

Stanisław wnosi do tej opowieści mądrość doświadczonego stratą rodzica, dojrzałość wynikającą z wieku, akceptacji życia i pogodzenia z losem. To on uczy Olgę życia bez poczucia winy: „odpowiedzialność rodzica dorosłego dziecka w którymś momencie się kończy. Trzeba wypuścić dziecko spod skrzydeł i choć bardzo się boimy, pozwolić mu odejść.”

Dla mnie to opowieść pisana sercem. Historia zrozpaczonej kobiety z pękniętym sercem, która po roku potrafi powiedzieć o bólu. „Nie potrafię być bohaterką. Chciałabym tylko, żeby moja Natalia do mnie wróciła. Żeby uśmiechnęła się do mnie, przytulała mnie, mówiła: mamuś. Chciałabym jeszcze, choć jeden raz usłyszeć to słowo wypowiedziane jej ustami. Zobacz, inne kobiety słyszą je codziennie. I lekceważą je, uważają za coś stałego, co będą słyszeć zawsze. Ja też tak myślałam. Byłam matką i zawsze już miałam nią być, to było oczywiste. I nagle wszystko się zmieniło…”

Gorąco polecam Wam lekturę i bardzo czekam na kolejny tom, bo koniec tak bardzo zaskakuje, ale nic Wam nie zdradzę, bo to trzeba samemu przeczytać i co ważniejsze poczuć.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk.